środa, 6 marca 2013

Nici jedwabne, włókna jedwabne, mulina jedwabna - test

Dzięki uprzejmości pasmanterii Haftix miałam możliwość przetestować zawarte w ich ofercie włókna jedwabne i porównać je z innymi posiadanymi i używanymi jedwabnymi nićmi.
Dziękuję za udostępnienie nici.

Do testów użyłam:


1. włókna jedwabne z pasmanterii Haftix























 - cena: 8,40 zł/szpulka
- długość: 80 m
- cena 1 mb/ 1 nitka: 0,11 zł
- ilość nici w paśmie: 1 (złożona z ok. 45 mikrowłókienek nie skręconych ze sobą) - niepodzielna
- ilość kolorów: 20
- opis: cienkie włókna z naturalnego jedwabiu przeznaczone do mikrohaftów
- moja opinia: idealnie gładka, nie mechaci się, najwygodniejsza forma ułożenia (szpula). Żywe kolory, piękny połysk, atrakcyjna cena. Nić jest prosta (niektóre testowane są lekko karbowane), nie plącze się. Najcieńsza ze wszystkich testowanych. Użyłam jej m.in. do zrobienia pączka i żyłek na płatku. Do pączka musiałam w niektórych miejscach użyć nici dwukrotnie, żeby dokładnie pokryły tkaninę. Wynikało to z materiału, na którym wyszywam. Tu fragment pracy z wykorzystaniem jedwabnych włókien, tkanina bawełniana, igła do haftu rozm. 28, nić pojedyncza - żyłki na płatku. Najważniejsze, że można ją szybko kupić w pasmanterii Haftix (błyskawiczna wysyłka i dostępna w Polsce).






















2. nici jedwabne Thread Gatherer























 - cena: 7,90 $/motek
- długość: 6 yd (5,5 m)
- ilość nici w paśmie: 12 (3 grupy po 4 nitki) - podzielna
- cena 1 mb/ 1 nitka: 0,12 $
- ilość kolorów: 333
- opis: 100% naturalny jedwab; przed użyciem należy je rodzielić na grupy i nawinąć najlepiej na bobinki. Ręcznie farbowane. Producent nie zaleca prania, gdyż mimo stosowania doskonałej jakości barwników i standardów tekstylnych nie gwarantuje trwałości kolorów. Idealnie nadają się do haftu krzyżykowego i needlepoint
- moja opinia: nie lubię nici zawiniętych w spiralę jak na zdjęciach poniżej. Ciężko się je wysnuwa. Pomimo nawinięcia na bobinkę wymaga koniecznie podzielenia na grupy, gdyż bez tego nie ma szans na wyciągnięcie nitki. Plusem jest duża ilość kolorów, zaś minus ogromny - u nas niedostępne. Kupiłam je razem ze schematem Mini Mandala Gardens II - Chatelaine Design w amerykańskiej pasmanterii (schematy tej firmy również u nas niedostępne). Jak na jedwab dosyć tępo przechodziły przez tkaninę (len Belfast Zweigart). Bardzo szybko się mechaci, widać to nawet na pierwszym zdjęciu - jest lekko puszysta.Wyszywałam podwójną i pojedynczą nitką, igła rozm. 26. Dobrze, że mandala była malutka, bo obawiałabym się prać białego lnu - ryzyko zafarbowania, przed czym ostrzega producent. Tu fragment mandali -  fioletową nicią wyszyłam dach bramy.
























3. nici jedwabne Gloriana








































 - cena: 7,29 $/motek
- długość: 6 yd (5,5 m)
- ilość nici w paśmie: 12 (3 grupy po 4 nitki) - podzielna
- cena 1 mb/ 1 nitka: 0,11 $
- ilość kolorów: 180
- opis: jedwabne nici mają niezwykły blask i połysk, ale nie przyczepiają się do rąk. Rozmiar jednej nici jest porównywalny do innych jedwabnych nici jak Splendor, Soie Cristale i Needlepoint Inc. Silk. Jest miękka i niezwykle łatwa w użyciu.
- moja opinia: przepiękne kolory, zwłaszcza te cieniowane. Niestety, niedostępne w Polsce. Kupiłam je w amerykańskiej pasmanterii, tak jak TG ze schematem mandali. Kolejny minus - zawinięta w spiralę. Podzieliłam na pasma, nawinęłam na bobinkę zrobiona z etykiety nici i kolejna wada - fatalnie się wysnuwa. Niemal za każdym razem musiałam rozplątywać węzeł w tym kolorze.
Wyszywałam nią mandalę ściegiem krzyżykowym i specjalnymi, nitką podwójna i pojedynczą na lnie Belfast, igła rozm. 26. Na poniższym zdjęciu widać ramkę zewnętrzną zrobioną tymi nićmi i ściegi specjalne (widać też ramki wewnętrzne robione czarną i zieloną satyną)






















 
oraz ściegi specjalne: zielono - niebieskie i czerwono-brązowe.






















4. mulina jedwabna Filoflosse

















 - cena: 2 zł/motek
- długość: 5 m
- ilość nici w paśmie: 6 - jak mulina, podzielna
- cena 1 mb/ 1 nitka: 0,07 zł
- ilość kolorów: pozostało dostępnych 14, upolowane na wyprzedaży gdyż producent już nie wyrabia nici
- opis: 100% naturalny jedwab włoski,
- moja opinia: przekonałam się, że moje ręce nie są tak gładkie, jak mi się wydawało - bardzo zahacza. Jest bardzo gładka. Ma piękny połysk, nie czuć, że przeciąga się przez tkaninę, dosłownie prześlizguje się. Bardzo mi się podoba praca z nią. Ma najniższą cenę. Niestety, można kupić jedynie wyprzedawane resztki. Widoczna jest wewnątrz płatka.


















5. mulina jedwabna Madeira























 - cena: 3,95 zł/spirala
- długość: 5 m
- ilość nici w paśmie: 4 - podzielna
- cena 1 mb/ 1 nitka: 0,20 zł
- ilość kolorów: 108
- opis: 100% jedwab naturalny; jedwabna mulina przeznaczona do wykonywania wszelkiego typu haftów na specjalne okazje, może mieć takie samo zastosowanie jak mulina bawełniana. charakterystyczny sposób pakowania w oddzielne plastikowe blistry z trwałym oznaczeniem numeru koloru chroni nitkę przed zabrudzeniem i splątaniem. Wykonana hafty mogą być prane ręcznie w wodzie o temp. 45 - 60 st. C, w delikatnych środkach piorących.
- moja opinia:  podoba mi się sposób pakowania Madeiry. Duży wybór kolorów, do kupienia w Polsce, jednak cenowo bez rewelacji. Nić jest gładka, nie mechaci się. Najgrubsza z testowanych. Użyłam jej do haftu płaskiego na bawełnianej tkaninie, igła rozm. 26. Ładnie przechodzi przez tkaninę. Ciężko mi było sfotografować wyszyty nią liść, kolorystycznie łączyła się z Atalie i nie umiem pokazać różnic i granic pomiędzy nimi. Pokażę więc fragment pracy i część płatka wyszytą jedwabiem w kolorze białym.





















6. mulina jedwabna Atalie






















 
- cena 5,50 Euro/motek; 0,85 Euro/1 mb
- długość: 6 m; na metry
- ilość nici w paśmie: 7 - podzielna
- cena 1 mb/ 1 nitka: 0,13 Euro (w motku) lub 0,12 euro (na metry)
- ilość kolorów: 60
- opis: jedwab algierski marki AU VER A SOIE, ręcznie barwiony, stąd poszczególne partie nici mogą się nieznacznie różnić. Wskazane zamówienie odpowiedniej ilości, aby wystarczyła do wykonania całej pracy.Producent nie zaleca prania, a jeśli jest to konieczne, to w zimnej wodzie. Kolory są subtelne i przytłumione.
- moja opinia: jak pisałam powyżej o Madeirze, fotografia liścia wyszytego tą muliną sprawiła mi duży problem. Przede mną do wyszycia małe płateczki fioletowo - bordową muliną, do której dołożę żółte jedwabne pasma z Haftixa. Zdjęcie dołączę jak będą gotowe. Nić jest dosyć gładka, tak pomiędzy Madeirą a Glorianą. Kupiłam ją na metry, dostałam luźny zwój w woreczku foliowym, więc zrobiłam tekturową szpatułkę. Nici wysnuwają się bardzo gładko, mają piękne kolory, u nas niestety nie do kupienia. Korzystałam z usług francuskiej pasmanterii. Najdroższa z nici, ale bardzo atrakcyjna w wyglądzie i wygodna do pracy, warta swojej ceny.

Podsumowując: nie miałam problemów z plątaniem się jedwabnych nici w trakcie pracy. Jedwab wyróżnia się subtelnym połyskiem, nie tak sztucznym i nachalnym jak satyna. Jest naprawdę szlachetnym materiałem do pracy, choć u nas jeszcze niezbyt popularnym, dostępnym w zaledwie kilku pasmanteriach i niestety, dość drogim. Wyszywa się bardzo, bardzo przyjemnie. Bez porównania gładsze niż bawełniana mulina. Trudno mi podjąć decyzję, która z testowanych nici jest najlepsza. Filoflosse jest dobra i tania, ale już jej nie robią, Atalie jest dobra, ale droga i u nas niedostępna, włókna jedwabne z Haftixa, mają bardzo atrakcyjną cenę i świetnie się nimi wyszywa. Myślę, że mogą się dobrze uzupełniać z Madeirą, obie są gładkie, Madeira trochę grubsza, co przy odpowiednim doborze kolorów może dać ciekawe trójwymiarowe i realistyczne wrażenia.
Najgorzej w tym zestawieniu wypadają Thread Gatherer i Gloriana, pomimo największej palety kolorów. Niedostępne w Polsce, dość drogie, szybko się mechacą, puszyste są już w paśmie. Mi to trochę przeszkadza, aczkolwiek nie zmartwiłabym się, gdyby któraś z pasmanterii chciała je sprzedawać. Nie mam odwagi bawić się w samodzielne farbowanie nici.

Bardzo dziękuję pasmanterii Haftix za jedwabne włókna. Praca z nimi jest prawdziwą przyjemnością.

niedziela, 3 marca 2013

Mini Mandala II A i B - Chatelaine Designs, koniec

Mam przyjemność zaprezentować dwie ukończone mini mandale projektu Martiny Rosenberg.
Wyszywało się je bardzo przyjemnie, ale jak projektantka pisze, z każdą stopień trudności nieco wzrasta, więc trzecia będzie najtrudniejsza. Materiały do C są już przygotowane, ale obiecałam sobie, że nie tknę jej póki nie zakończę tych dwóch prac, nad którymi znęcam się od tak długiego czasu.

Mandale wyszyłam na białym lnie Belfast (32 ct) Zweigart.

Mini Mandala II A

Koraliki Delica i uzupełniona metalizowana nić w kolorze pewter Rainbow Gallery.





Mini Mandala II B


Nici jedwabne bardzo się wyróżniają na tle bawełny DMC. Tu widoczne są w ściegach specjalnych i ramce.

Tu jest jedwabna brama z satynowym backstitchem.

Mandale ułożone skośnie wyglądają również bardzo ciekawie, ale materiał wycięłam do równoległej ramki.

niedziela, 24 lutego 2013

Księżniczka z lodu - Camilla Lackberg

Pod choinką znalazłam czteropak kryminałów Camilli Lackberg.
Pierwszy tom z tego cyklu nosi tytuł "Księżniczka z lodu".



















To moje pierwsze spotkanie ze skandynawskim kryminałem. Książka nie jest zła. Ciekawa historia, kilka wątków, które mam nadzieję rozwiną się w kolejnych tomach. Nie ma nadmiernego i niepotrzebnego rozlewania krwi. Ważniejsze są przeżycia bohaterów, co czuli, myśleli. Taka chłodna w klimacie, nieco nawet obyczajowa.
Trochę zraziło mnie to, że autorka chodziła na kurs pisania kryminałów. Tak, jakby Szwedzi postawili sobie za punkt honoru wyszkolić "kryminalistów".
Może za szybko domyśliłam się wielu rozwiązań. Liczę, że z kolejnymi tomami warsztat pisarski Camilli będzie się rozwijał i nie rozczaruję się, gdyż zostało mi jeszcze trzy książki do przeczytania, a cały cykl składa się z ośmiu tomów.

Mini Mandala Gardens II B - Chatelaine Diesigns, cz. 2

Mandala jest malutka, ale praca nad nią idzie mi powoli gdyż... rozpoczęłam trzeci obrazek. Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie pobawić się jedwabnymi nićmi, które otrzymałam do testowania od pasmanterii Haftix. Uwielbiam ten połysk, delikatność. Można się uzależnić ;-)
Za kilka dni napiszę coś więcej na ten temat.

Tymczasem moja mandala wygląda tak:
Jak zwykle pozostały mi do wyszycia backstitche, ściegi specjalne i koraliki.
Bawełniana mulina przeplata się z satynową i jedwabiem. I cudowna metaliczna nić w kolorze pewter (niebieskawoszarym) - dla mnie wygląda jak stare srebro. Mój faworyt wśród metalizowanych nici. Wyszyte nią są m.in. ozdobniki wzdłuż krawędzi i elementy bramy, jedwabiem zaś krawędzie i wrota.







środa, 13 lutego 2013

Taniec w ruinach: Przejmujący dziennik młodej Czeczenki - Milana Tierłojewa



















Po lekturze tej książki kolejny raz nabieram pewności, że tylko człowiek jest zdolny do takiego okrucieństwa i bestialstwa.
Książka przedstawia historię rodziny czeczeńskiej, opowiedzianą przez młodą dziewczynę. Milana na swój sposób walczy z rosyjską okupacją. Nie trzyma w ręku broni. Jej siłą jest wola przetrwania i potrzeba zachowania choćby pozorów normalności. Nauka w zbombardowanym, zrujnowanym uniwersytecie; krótkie spódniczki i wysokie obcasy. I jest w niej wielki lęk przed kolejnym spotkaniem z rodziną, z przyjaciółmi. Czy nie zabraknie kogoś w ich gronie? Czy ktoś z nich nie stanie się ofiarą granatu wrzuconego do piwnicy pełnej ukrywających się, przerażonych cywilów? Celem snajpera? Czy nie zostanie objęty "operacją czyszczenia"? Może trafi do obozu filtracyjnego, albo zaatakują go, obrabują pazerni żołnierze - najemnicy, bądź znudzeni po prostu go zastrzelą, bo znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.
Książkę czyta się szybko. Rozdziały są krótkie, ale z każdą stroną czułam na piersi coraz większy ciężar. Autorka nie użala się nad sobą, ale marzy o normalnym, spokojnym i bezpiecznym życiu, którego namiastkę poznała podczas studiów w Paryżu.
Szczególnie wstrząsnął mną opis obozów filtracyjnych zakładanych przez Rosjan. Z tego miejsca już się nie wychodziło. Zdarzały się przypadki udanych ucieczek, ale ci, którym się to udało nie mieli już w sobie życia, ich oczy serce i dusze były martwe. Regularne i urozmaicone tortury niszczyły ciało i umysł.
Nikt nie miał pewności, czy uda mu się powrócić do domu, że po drodze nie natknie się na żołnierza, który ma zły dzień i na nim zechce się wyżyć, albo zostanie zabrany, żeby "wyrobić normę".
Przeraża mnie to, że działo się to tak niedawno, że podobne rzeczy dzieją się aktualnie w Syrii, a ja nic nie mogę z tym zrobić.
Czeczeni liczyli na pomoc z zewnątrz... Nie doczekali się.

Wcześniej przeczytałam "Wieże z kamienia" Wojciecha Jagielskiego, który był świadkiem konfliktu między dwoma czeczeńskimi przywódcami: agresywnym, porywczym zwolennikiem akcji terrorystycznych Szamilem Basajewem oraz rozważnym i zachowawczym Asłanem Maschadowem.

W tej chwili Czeczenia jest wyniszczana przez wewnętrzne konflikty. A ludzie nadal nie czują się bezpieczni.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Mini Mandala Gardens II B - Chatelaine Designs, cz. 1. Mulina Satynowa.

Mimo obietnic, że nic mnie nie oderwie od Celtic Summer, to wzory Martiny Rosenberg przyciągają jak magnes. Nie mogłam się oprzeć i na moim tamborku powstaje kolejna mini mandala z zestawu Mini Mandala Gardens II - B.

















Chyba jestem skazana na zielony kolor, bo w tej mandali, podobnie jak w Celtic Summer również królują kolory zielony i niebieski. W trakcie pracy zorientowałam się, że zestaw kolorów w tych dwóch obrazkach jest niezwykle zbliżony, tylko zielenie mają dodatkowo odcienie mięty i pistacji.

Projekty Martiny Roseneberg przypominają mi zabawę z kalejdoskopem. Kiedy byłam mała często biegałam do sąsiada, u którego z prawdziwą pasją bawiłam się kalejdoskopem. Kolorowe szkiełka przesuwające się bez ładu i składu, odbite w kilku lusterkach tworzyły magiczne figury, przepiękne symetryczne kwiaty. I podobnie się czuję haftując mandale z Chatelaine Designs. Obracając tamborkiem mam wciąż ten sam symetryczny obraz.
Istotne jest to, żeby wyraźnie zaznaczyć sobie przy pracy kierunki: góra, dół, prawa, lewa, gdyż musimy zachować właściwy kierunek układania nici. Dla mnie punktem orientacyjnym "góra" jest śruba tamborka.
Wyszywanie zaczyna się od środka i dokłada kolejne elementy. Na zdjęciach widoczna jest biała nitka, którą zaznaczałam środek i kilka sąsiadujących "10" krzyżyków, odcięta w kilku miejscach, żeby nie psuła mi widoku na już gotową część obrazka.

Wyszywam na lnie Belfast firmy Zweigart w kolorze białym. Do haftu używam muliny DMC, która zastąpiła mi jedwabną mulinę Needlepoint Inc. Satynową muliną DMC zastąpiłam te kolory bawełnianej, które miały w niej swoje odpowiedniki. Używam też jedwabnej muliny Gloriana i Thread Gatherer oraz nici metalizowanej Rainbow Gallery

Jak haftować satynową muliną?
Satynowa mulina nie jest zbyt wygodna, ale nabrałam już nieco wprawy w wyszywaniu nią i praca jest znacznie przyjemniejsza. Znacznie łatwiej się nią haftuje biorąc jedną nitkę, która po włożeniu w igielne ucho i wyrównaniu końców utworzy dwie nitki. Chodzi głównie o to, żeby uniknąć rozwarstwiania końców nici i wyślizgiwania się jej z ucha. Ponadto nić tuż przy uszku jest dość zniszczona, rozwarstwiona i jeśli nawleczemy dwie nitki i będziemy wysuwały stopniowo w trakcie pracy, ta nić zawsze w kilku miejscach będzie troszkę podniszczona. Łatwo tego unikniemy, nawlekając jedną nić, bo po zakończonej pracy poszarpany fragment przy igle zostanie po prostu odcięty.

O jedwabiu i niciach metalizowanych postaram się napisać niedługo.

niedziela, 10 lutego 2013

Celtic Summer - cz. 4

Jakkolwiek absurdalnie to zabrzmi - lato dobiega końca.
Oczywiście Celtyckie Lato, rozpięte na moim krośnie, nasycone zielenią z kroplą błękitów, szafirów i lazurów. Jakże cudowna odmiana po widoku rozciągającym się z oknem; aż po siną dal - białe pola.



































Pozostały mi do wyszycia panele z ornamentami, złota nitka i koraliki, czyli zabawa. Kolor muliny zmienia się co krzyżyk i w tym miejscu plecy robótki nie są zbyt atrakcyjne.


Moja córka też się bawi, w tym tygodniu zaliczyła dwa bale karnawałowe, jako lawendowa wróżka. A ja miałam prawdziwą przyjemność robiąc jej karnawałowy "makijaż".

















Z czesaniem było dużo, dużo gorzej. Ma przepiękne długie, gęste i grube włosy, ale ani grama cierpliwości do ich czesania. Czasem tylko krok dzieli mnie od sięgnięcia po nożyczki i ułatwienia sobie życia, ale są tak ładne, że mi po prostu szkoda.


Przy najbliższej okazji postaram się pokazać jaki użytek zrobiłam z materiałów, które dotarły do mnie z różnych zakątków świata z okazji wczorajszych urodzin.
Napiszę tylko, że prawdziwą rozkosz sprawia zanurzenie palców w delikatnych jedwabiach ;-)))